Kiepski wzrok miałam od kiedy pamiętam. Pierwsze okulary zaczęłam nosić jak miałam już 9 lat, a wieku 13 lat zaczęłam nosić soczewki. Większość życia nie potrafiłam się bez nich obejść. Zawsze wiązało się to ze sporymi niedogodnościami i czasami brakiem możliwości wykonywania pewnych czynności. Teraz, kiedy mam już wszczepione soczewki fakijne, będzie mogło się spełnić moje marzenie o jednej z takich rzeczy. 

Decyzja o (laserowej) korekcie wady wzroku tak naprawdę nie została podjęta nigdy jakoś konkretnie. Zawsze wiedziałam, że kiedyś w końcu dostanę jebla od noszenia okularów czy soczewek, a w sumie to ten jebel był od dawna już progresywny. Po prostu czekałam, aż jednocześnie będę mieć pieniądze na operację oraz czas na rekonwalescenję po niej. Tak już bardziej konkretnie przymierzałam się do niej od około półtora roku, ale ciągle wyskakiwało coś pilniejszego finansowo, albo nie wiedziałam, czy będę mogła się pojawiać na wizytach kontrolnych.

Ale nadszedł czas pandemii. Pół żartem, pół serio, ale naszła mnie myśl, że gdyby nastąpiła apokalipsa na pełnej, to kaplica. Z moim tragicznym wzrokiem i brakiem dostępu do Rossmanna czy Hebe najpewniej bardzo szybko okazałabym się najsłabszym ogniwem. Wyobraźcie to sobie: apokalipsa, żyjemy w lesie, a tu ani ujrzeć z daleka polującego drapieżnika (czy oszołoma z kuszą, whatever), ani odróżnić roślin jadalnych od niejadalnych bez konieczności podsunięcia ich sobie pod twarz… I wiecie, ja się z tego śmieję, ale this shit is real.

Któregoś dnia moja mama zadzwoniła do mnie, że już zrobiła podchody i akurat jest wolne miejsce na konsultację kwalifikacyjną następnego dnia. No i czy chcę pójść. Zero zastanowienia – jasne! 

Na konsultacji dowiedziałam się, że o ile kwalifikuję się do zabiegu laserowego, to grubość mojej rogówki po zabiegu nie pozwoli na ewentualne poprawki. Z tego względu dano mi do wyboru drugą, bezpieczniejszą opcję – wszczepienie implantów soczewek, czyli właśnie soczewki fakijne. Mając wszczepione soczewki fakijne, można dokonać dodatkowej korekty za pomocą lasera. Można też usunąć lub wymienić same soczewki, co czyni zabieg ich wszczepienia odwracalnym.

Następnego dnia miałam drugą wizytę konsultacyjną, już stricte pod kątem wszczepienia soczewek. Lekarz omówił ze mną przebieg operacji i wszystkie tego typu sprawy. 

Do ostatecznej kwalifikacji musiałam dostarczyć zaświadczenie o stanie zdrowia od lekarza rodzinnego oraz badanie EKG. 

Soczewki fakijne. Pierwsze podejście

Operacja pierwszego oka była zaplanowana na poniedziałek. Pojawiłam się przygotowana zgodnie z planem. Zostałam zaprowadzona do szatni, gdzie musiałam się przebrać do zabiegu (piżamka + ubranka jednorazowe). Cyrk się zaczął na etapie umieszczenia wenflonu. Udało się za szóstym (!!!) wkłuciem, gdzie już płakałam z bólu i stresu. Już byłam totalnie rozhisteryzowana na tym etapie, a kiedy kroplówka z mannitolem zaczęła mi rozsadzać ramię od środka, moja histeria sięgnęła apogeum. Chyba tak naprawdę wiedziałam wtedy, że nic z tego zabiegu nie będzie.

Dobiła mnie opryskliwość zajmującej się mną pielęgniarki, kiedy poprosiłam o pomoc. W połączeniu z nagłą świadomością, że podczas zabiegu będę mieć pełną ruchomość (a totalnie nie ufałam sobie w kwestii leżenia spokojnie), uznałam, że nic z tego nie będzie. Przerwaliśmy zabieg przed otworzeniem soczewek.

Wstałam ze stołu i zdałam sobie sprawę z tego, że cała dygotałam. Odstąpienie od operacji  było rozsądną decyzją, bo bym tam nie wyleżała. Ustaliliśmy z panem doktorem, że trudno, zrobimy zabieg w znieczuleniu ogólnym, biorąc na warsztat jednocześnie dwoje oczu. Przeprosiłam za zamieszanie, podziękowałam za opiekę i wróciłam zaryczana do domu. W drodze powrotnej uznałam, że nie chcę odkładać kolejnego kłucia w celu pobrania krwi na następny dzień i poszłam zrobić badania dodatkowo wymagane do znieczulenia ogólnego (elektrolity, morfologia), tak więc dzień zakończyłam z siedmioma dziurami w rękach.

Soczewki fakijne. Ostateczne starcie

Dwa dni później miałam już termin na zabieg w znieczuleniu ogólnym. Tutaj nie ma za dużo co opowiadać, bo było wszystko super! Wkłucie za pierwszym podejściem (ha, jednak w łokciową! Bo gdzie indziej było już spalone, miałam wszędzie krwiaki), normalnym wenflonem, dzięki czemu kroplówka była dla mnie bezbolesna. Ba, praktycznie przysypiałam, siedząc w fotelu pod kroplówką i oczekując na moją kolej.  Do zabiegu położyłam się na stole samodzielnie i dobrowolnie. 😛

Po operacji wybudzałam się na krótko, po czym znowu zasypiałam i ten cykl trwał około godziny. Miałam w głowie dwie myśli. Pierwsza – ktoś mi na bank zakropił sos tabasco do oczu, bo tak mnie piekły. Druga – MAM TO JUŻ ZA SOBĄ! Za to pierwsze moje pytanie do personelu (nie wiem kto to był, bo miałam zaklejone opatrunkami oczy) brzmiało „czy byłam grzeczna?”. XD Ponoć byłam. Bardzo mnie drapało w gardle po intubacji.

Po około dwóch godzinach, kiedy już ogarniałam i nie przysypiałam, jeden z opatrunków został zamieniony na plastikową osłonę, żebym mogła cokolwiek widzieć. I widziałam! Jeszcze nieostro, oko dopiero się przyzwyczajało, mózg pewnie też, ale widziałam! Krótko po tym odebrała mnie z kliniki koleżanka, po drodze sobie elegancko rzygnęłam, a zanim dojechałyśmy do domu już było wszystko super. 

soczewki fakijne
XDDD takie są fakty!!!

Rekonwalescencja 

Tak naprawdę rekonwalescencja po operacji sprowadza się do kilku rzeczy. Są to używanie kropli do oczu wedle zaleceń lekarza, spanie przez pierwsze 10 dni w plastikowych osłonkach, wizyt kontrolnych oraz unikanie wysiłku fizycznego, nawet lekkiego. Nie wolno dźwigać ani powodować zwiększenia ciśnienia w gałce ocznej innymi drogami, np. przez pochylanie się. Drapiące po intubacji gardło przeleczyłam pudełkiem lodów. 🙂


Jestem obecnie zaledwie tydzień od operacji i po dwóch wizytach kontrolnych. Udało się wyzerować moje wady, dzięki czemu widzę wprost idealnie. Jedyne co, to mam problem z akomodacją przy widzeniu z bliska, ale ma się to unormować w ciągu 3 tygodni. 

Soczewki fakijne – plusy:

  • nikt mi ich już nie zabierze, jestem gotowa na survival w każdych warunkach
  • długotrwały efekt, możliwe że na całe życie
  • krótki okres rekonwalescencji
  • stosunkowo mała inwazyjność zabiegu
  • odwracalność zabiegu

Soczewki fakijne – minusy:

  • wysoki koszt
  • soczewka toryczna może się obrócić, co będzie wymagało korekty
  • możliwość wystąpienia powikłań (jak przy każdej ingerencji w ciało)

Czy było warto? TOTALNIE. Co noc szykując się do spania, odruchowo chcę iść wyjąć soczewki – a tu zonk i japa sama się cieszy. No i nareszcie będę mogła zrobić to, czego tak naprawdę nigdy nie mogłam: marzy mi się móc otworzyć oczy pływając w wodzie. 🙂

No Comments Yet

Leave a Reply

Your email address will not be published.

Witryna wykorzystuje Akismet, aby ograniczyć spam. Dowiedz się więcej jak przetwarzane są dane komentarzy.

Archiwa
Durszlak.pl
Kontakt

aleksascione@gmail.com