Na to wydarzenie byłam chyba najbardziej podekscytowana – wyjazd na mecz był planowany jeszcze przed naszym przyjazdem na miejsce do Stanów, więc był czas, aby się nakręcić!

Bilety na mecz Jankesów kupowaliśmy przez internet sporo przed przyjazdem. Trzeba było się szybko określić, ponieważ dodatkowo można było kupić miejsce w autobusie jadącym prosto z campu na Bronx, gdzie znajduje się stadion Yankee. Całość kosztowała nas $50, więc uważam, że to niezła cena za okazję do poczucia prawdziwie amerykańskiego klimatu na własnej skórze. 😉

Kolejny wypad do NYC, yaaay! Podróż autokarem zajęła mniej więcej półtorej godziny, a w trakcie obejrzeliśmy Forresta Gumpa – od samego początku było dobrze! Kiedy dojechaliśmy na Bronx, mieliśmy czas wolny przed meczem. Zahaczyliśmy o sklep z gadżetami, gdzie większość, w tym ja, obkupiła się w czapeczki i koszulki z logo NY Yankees. No i szybka przekąska w Maku, obowiązkowo!

Stadion robi ogromne wrażenie. Białe neony, morze ludzi ubranych w koszulki i czapki w barwach Jankesów, zielona trawa boiska i zapach stadionowego fast foodu. W dodatku głośna muzyka w głośnikach i gęsia skórka gwarantowana. Tego dnia Yankees grali przeciwko Toronto Blue Jays. Tak, mi to też nic nie mówiło. 😀

Mieliśmy naprawdę dobre miejsca! Okej, nawet nie do końca rozumiem wszystkie zasady gry w baseball… Ale bycie częścią publiczności było super. Po prostu klaskałam kiedy reszta sektoru klaskała. 😀 Obok mnie siedział miły/trochę dziwny starszy facet imieniem Michael, który chyba nie dowierzał, że studentka z Polski może władać płynnym angielskim i pytał moją koleżankę z Australii siedzącą obok, czy ja jestem studentką z wymiany. Na co ja wpieniona „Przepraszam, ale umiem mówić za siebie” – jego mina bezcenna. 😛 Tak więc Michael nieco pogłębił moją skromną znajomością zasad gry, ale jak wspomniałam, był ciut dziwny. Kiedy rozmawiał otwarcie, był bardzo miły… ale czasami zaczynał gadać coś sam do siebie pod nosem i z tego co wychwyciłam, nie było to nic miłego i nie wiem w kogo to było wymierzone. Dziwne. No ale znajomość z Michaelem zakończyła się wraz z końcem meczu. 😀

W mie

Stała ekipa! 🙂 Od góry od lewej: Maciek, Juan, Aneta, Izzy; na dole: Annabelle, Ana, Nina, ja, Paul

W międzyczasie, samoloty lecące nad stadionem „wydmuchały” napis „hot summer fun”, co robiło ogromne wrażenie… No, mają rozmach… 😀

Naprawdę, odbiór całości na żywo to przeżycie nie z tej ziemi. Amerykański i Kanadyjski hymn na żywo, piosenki na cześć żołnierzy, gra sama w sobie, meksykańska fala przez cały stadion… Nawet nie mając zbyt szerokiego pojęcia (ani nawet więcej niż podstawowego – bądźmy szczerzy) o baseballu, atmosfera zdecydowanie się udziela. Oceniając całościowo, publika była jednocześnie bardzo podekscytowana, ale w pozytywny, wyważony sposób. Bez szaleństw, agresji, negatywnego nakręcenia. Nic dziwnego, że baseball jest familijnym sportem, a na mecze przychodzą całe rodziny, nawet z malutkimi dziećmi. Nie do pomyślenia, mając w głowie obraz meczy europejskiej piłki nożnej. 😛

Jeśli będzie okazja przeżyć coś takiego ponownie, napewno skorzystam. Jednak następnym razem muszę być lepiej przygotowana merytorycznie, by móc w pełni cieszyć się widowiskiem. 😉 Nie mniej – czapeczka mi zdecydowanie pasuje! 😛

 

No Comments Yet

Leave a Reply

Your email address will not be published.

Witryna wykorzystuje Akismet, aby ograniczyć spam. Dowiedz się więcej jak przetwarzane są dane komentarzy.

Archiwa
Durszlak.pl
Kontakt

aleksascione@gmail.com